niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział Siedemnasty

- Kathlee -
- Londyn, Anglia - 


- No to jedziemy czy nie? - ugh a to ja powinnam mieć wahania nastrojów nie Nati no! Raz chce jechać na zakupy a za dwie minuty już nie. Niech się w końcu zdecyduje! 
- Jedziemy- westchnęła- ale wyjeżdżamy za 10 minut 
- No i nareszcie konkretna odpowiedź! Nie mogłaś tak od razu? 
- Nie, bo lubię się z tobą kłócić... - wystawiła język na co ja się słodko uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę schodów. W ciągu 10 minut za dużo nie mogłaz ze sobą zrobić, nie zdąże się umyć... Trudno. Wyjęłam z szafy zestaw składający się z katany z jasego jeansu, krótkich spodenek w kolorze ciemnej, troche zgniłej zieleni oraz luźnej białej bluzki z kolorowymi wzorami. Na nogi założyłam fioletowe vansy. Udałam się do łazienki, w której zrobiłam sobie makijaż, dość mocy z tego powodu, że miałam podkrążone oczy. Ogólnie nadal nie czuję się najlepiej. Muszę jednak iść do tego cholernego lekarza. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Słysząc krzyki Natalie, chwyciłam w pośpiechu torebkę i wybiegłam na korytarz. O mało co nie zleciałam ze schodów, ale w ostatnim momencie chwyciłam się poręczy.
- Musisz na siebie uważać - zaznaczyła El, zakładająca buty, ja przewróciłam oczami i zeszłam na sam dół
- Tak, tak, wiem...
Po około 5 minutach siedziałyśmy w samochodzie i dyskutowałyśmy, gdzie dokładnie jedziemy. Szczerze było mi to obojętne, więc wyłączyłam się z tej rozmowy. Po kilku minutach stanęło na Oxford Street. Mi tam odpowiada.
- Pragnę tylko przypomnieć, że obiecałaś mi sernik, Eleanor....
- Oczywiście, że pamiętam. W takiej jednej kawiarni jest najlepszy sernik jaki kiedykolwiek jadłam. Pójdziemy tam - mrugnęła jednym okiem, w tym samym czasie ruszając samochodem spod domu. Londyn jak zawsze był zakorkowany ale powiedzmy że przez czas mojego pobytu w tym mieście zdążyłam się juz przyzwyczaić. Z resztą Poznań też należał do tych miast, w którym wiecznie są korki... ale trudno. Takie życie. Jak już wspominałam wcześniej, nie czuję się najlepiej, ale nie muszą o tym wiedzieć nie? Nie miałam jakby to powiedzieć weny na zakupy. Nic mi się nie podobało, na większość nawet nie zwracałam uwagi, w przeciwieństwie do El, która przymierzała chyba cały sklep... Myślałam, że ślęczymy tam wieki. Dziewczyny właśnie coś przymierzały, w ogóle się mną nie przejmując, ale nie przeszkadzało mi to, bo od kilku dni skakały wokół mnie. Niech teraz mają coś co im faktycznie sprawi radość, bo przeze mnie musiały siedzieć w domu, to znaczy nie zatrzymywałam ich ale nie chciały bezemnie wychodzić więc siedziały cały czas w czterech ścianach. Usiałam na kanapie i spojrzałam na telefon. 4 wiadomości. i 2 nieodebrane. Mój kuzyn jest naprawdę przewrażliwiony. Odpisałam mu tylko, że El pewnie nie słyszy, bo jesteśmy na zakupach i że wszystko w porządku.
Louis po moim SMS zaczął wydzwaniać do Eleanor, która w tym czasie usiłowała wcinąc się w ostatnią sukienkę, która na moje oko była jej za mała o conamniej dwa rozmiary ale ona jest do wszystkiego zdolna... Nawrzeszczała na mojego kuzyna, że jej przerywa w takim momencie a ja umierałam ze śmiechu na tej kanapie. Kiedy Elka skończyła wydzierać się do telefonu dostałam wiadomość od Hazzy. Popisałam z nim przez chwilę, a potem dziewczyny raczyły wyleźć z tej przebieralni. Ostatecznie wyszły z dwoma siatkami ciuchów każda, a ja z niczym... ale no cóż. Nic mi się nie podobało. Mam jeszcze dziesięć dni a najwyżej wezmę jakość, którą kupiłam wcześniej.
- A ty nic nie kupiłaś? - spytała El otwierając szeroko oczy
- Nie. Nic mi się nie podobało. A tak w ogóle to szybkie jesteście - zaśmiałam się - cały czas siedziałam na kanapie
- Ojć. No dobra to w takim razie teraz idziemy na sernik! - zaproponowała brunetka a ja oczywiście od razu się zgodziłam.
Szłyśmy jakieś 5 minut pieszo. El weszła do małej kawiarni a my za nią. W środku było bardzo przytulnie. Brązowe ściany i kremowe dodatki. Widać, że jest urządzona z pomysłem i pasją. Bardzo mi się podobało. Usiadłyśmy przy cztero-osobowym stoliku w rogu,. obok obrazu przedstawiającego kilka tulipanów. Oczywiście jak zawsze zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim, ale z tego co zdążyłam zauważyć dziewczyny jak najczęściej poruszały temat mojej ciąży, a ja próbowałam się z niego wymigać. Na pewno nie będę się rozwodzić nad tym tematem w miejscu publiczym! W momencie kiedy Natalie chciała się znowu o cos zapytac (widziałam to w jej oczach) szybko zapytałam się co u Liam'a mimo że nie obchodziło mnie to zbytnio, bo to że chłopacy mają teraz pełno koncertów już wiem. Ale tym sposobem załatwiłam sobie 10 minut odpoczynku od bycia w centrum uwagi, bo Natalia cały czas gadała o swoim chłopaku a ja zajęłam się sernikiem, który faktycznie byl przepyszny. Udało mi się wyłączyć z tej rozmowy pomimo tego, że udawałam że słucham. Tak wiem troche niekulturalne, ale no cóż.... Postanowiłam zapisać się do lekarza najlepiej jeszcze dzisiaj pod wieczór. Jak na moje to trochę za wcześnie na te wszystkie wymioty i bóle głowy w końcu to dopiero ile? Raz, dwa, trzy, cztery. Początek czwartego tygodnia. Ale ja tam się nie znam, więc jak na razie sie chyba nie mam czym przejmowac prawda?

Tak jak mówiłam już w drodze do domu zadzwoniłam do przychodni. Udało mi się zapisać dzisiaj na gidzinę 18.00. Nie miałam za dużo czasu zwłaszcza że zbliżało się wpół do piątej a z tego co powiedziała mi Eleanor przychodnia znajduje się jakieś 30 minu drogi od domu chłopaków, no ale trudno. Nie pomyślałam tylko kto mnie zawiezie... A co tam! Raz się żyję. W Polsce mam prawo jazdy a się różni tylko tym, że jedziesz po lewej a nie prawej. Powinnam dać radę... Coś cienko to widzę, ale trudno. El i tak już mi bardzo pomaga. Oparłam głowę o szybę samochodu i przymknęłam oczy. Nie zasnęłam, mało co po chwili poderwałam się jak opętana gdy przypomła mi się babcia! Ona mieszka w Londynie! Ale ja jestem głupia! Nie wpadłam wcześniej na to żeby się z nią spotkać, to znaczy miałam to w planach, ale ugh no nie ważne. Po raz kolejny chwyciłam za telefon i wykręciłam do mojej babci
- Cześć babciu
- Cześć Katlee co u ciebie słonko?
- Jakoś leci.. Babciu czy mogłybyśmy się spotkać za 15 minut w kawiarni Caffe Time to jest na Oxtord Street z resztą potrzebowałabym podrózki.
- Oczywiście! Już wychodzę z domu. A stało się coś? 
- Wszystko ci wyjaśnie na miejsu okay?
- Okay 
- To do zobaczenia
- Papa
Poprosiłam Eleanor, żeby zatrzymała się na chwilę, żebym mogla wysiąść z samochodu i wrócić do kawiarni z której przed chwilą wyszłam. Nie za bardzo wiedziała o co chodzi ale wszytko jej wytłumaczyłam, a ona nawet zawróciła i mnie podwiozła na Oxford Street pomimo, że mówiłam, że mogę sama dojść, bo w końcu dopiero co wyjechałyśmy. Ponownie usiadłam przy tym samym stoliku i zamówiłam sobie lemoniadę. Nie musiałam czekać na babcie zbyt długo, ponieważ ona zawsze była punktualna, za co ją podziwiam.
- Cześć Babciu - rzuciłam się na nią od razu kiedy pojawiła się w drzwiach, musiało to dziwnie wyglądać ale kto tam się przejmuje opinią innych?
- Cześć - odpowiedziała kiedy się od mniej odkleiłam - ale dawno cię nie widziałam
- Ja też... Chodź do stolika. Chcesz coś może? Mają pyszny sernik.
- Nie dziękuję, ale napiłabym się czegoś zimnego. Jest strasznie gorąco. - od kąd pamiętam mojej babci zawsze było ciepło. Z resztą jest lato, ale żeby było jakoś gorąco to nie powiem. Ja osobiście chodzę w jeansowej kurtce.
- Okay, to ja ci zamówię.A ty idź usiądź. Może być lemoniada?
- Tak, cytrynową poproszę
Złożyłam zamówienie, kóre kelnerka przyniosła nam po chwili. Siedziałam naprzeciwko babci i oddychałam głęboko.
- To o czym chciałaś pogadać? Wniostkuję z twojego pośpiechu, że to cos ważnego - uśmiechnęła się lekko. Mój oddech był coraz płytki. Musze powiedzieć babci wszystko. To będzie trudne.... Spojrzałam jeszcze szybko na zegarzek, żeby upewnić się, że nie spóźnię się do lekarza. Była 17.02. Dobra trochę czasu jest.. Niestety... Dobra raz się żyję! | Fajne podejście, takie samo jak przed imprezą?| Zamknij się! - mój wewnętrzy głos zawsze umiał mnie "pocieszyć"|
- Hallo! Kathlee jesteś tam? - babcia pomachała mi dłonią przed oczami
- A tak, przepraszam, zamyśliłam się
- Oj, dziecko, coś się dzieje... Tylko co?
- Wiesz sama nie wiem od czego zacząć... Dobra może od pytania. Zawieziesz mnie do lekarza na 18.00?
- O Jezu! Co się dzieję, ze do lekarza jedziesz? Tak, oczywiście że cię zawioze.
- Nie przejmuj się, nie umieram - zaśmiałam się - Tak więc ja.. no wiesz. Ten tego... Ja. Ja jestem w ciąży - wypaliłam i zamknęłam na chwilę oczy.
Chyba powinnam ostrzec babcię, żeby odstawiła kubek na stół przed moim wyznaniem, bo obecnie kubek leży potłucony na ziemi, a moja babcia siedzi z otwartą buzią, jednak po chwili próbuje pozbierać szkło. Ja siedzę cicho i przyglądam się poczynaniom babci, ale po chwili dociera do mnie że powinnam się ruszyć i jej pomóc. Kiedy ogarnęłyśmy bałagan, przy pomocy kelnerek, ponownie usiadłyśmy przy stole.
- Wiesz ja nie mogę w to uwierzyć - odezwała się
- Szczerze to ja też nie
- Ale jak to?
- Babcia, mam ci wykład robić jak się dzieci robi? - zaśmiałam się pod nosem
- To to ja wiem - również się zaśmiała- ale kiedy? Z kim?
- To zależy, którą wersję chcesz znać - powiedziałam dość cicho, ale babcia i tak to usłyszała
- Tą prawdziwą. A mogę wiedzieć ile tych wersji jest?
- Dwie
- Czekaj Kat, bo czegoś tu nie rozumiem.
- Już ci wszystko wyjaśniam ale przyrzeknij na mnie, że nikt oprócz Natalie i El , które wiedzą się nie dowie a sczególnie Louis i reszta One Direction - babcia lekko zmarszczyła brwi, ale pokiwała głową na znak, że rozumie i się zgadza a ja zaczęłam swoją rozmowę, która oczywiście odbywała się w języku polskim z dwóch powodów - Tak wygodniej, chcoaż ostatnio już mi to nie robi różnicy ale tak przynajmniej nikt nas nie rozumiał.
- Dwie wersję są dla tego, żeby biologiczny ojciec się nie dowiedział.- babcia pokręciła przecząco głową ale się nie odezwała - tak więc, trzy tygodnie temu bylismy z chłopakami, Natalie i El w Hiszpani - przytaknęła głową - no i była impreza - znowu - no i praktycznie to z niej pamiętam tylko kilka rzczy...
- To wiesz kto jest ojcem? - spuściłam wzrok i pomachałam głową - A powiesz mi kto?
- oficjalnie Kamil, wiesz ten dupek, co był moim chłopakiem w Polsce, a tak praktycznie i faktycznie to Harry.
- Jaki Harry? - spytała jakby się chciała upewnić
- Znam tylko jednego... Styles. - ponownie wytrzeszczyła oczy, a ja swoje zamknęłam.
- A dlaczego mu o tym nie powiesz?
- Bo on nawet tego nie pamięta, a ja mało co, mogłoby się wydawać że to jakis sen albo coś
- A nie uważasz że powinien wiedzieć. Jak będzie podobne?
- Tego się obawiam najbardziej... Po co ma wiedzieć? To tylko mu życie zepsuje.
- Nie mów tak..
- Ale to prawda.
- Wcale nie.
- A już na pewno nie będę laską, która zwabi go na dziecko.
- A czujesz coś do niego?
- Musimy jechać - powiedziałam spoglądając na zegarek, który wskazywał 17.34
- Okay, ale jeszcze to od ciebie wyciągnę - usmiechnęła się pogodnie
Zapłaciłam za napoje po czym wyszłyśmy z kawiarni i udałyśmy się do samochodu babci. Na moje szczęścnie nie było jakiegoś wielkiego korku na ulicach, tylko kilka razy zatrzymywałyśmy się na czerwonym świetle ale w efekcje dojechałyśmy przed czasem. heh, udziela mi się punktualność babci xd Weszłam do środka i podeszłam do średniego wzrostu brunetki w średnim wieku, która stała na recepcji.
- Dzień dobry. Nazywam się Kathlee Milow, byłam umówiona na 18.00 do dr. Natashy Walker
- Tak, widzę. Pani doktor, ma obecnie pacjentkę ale proszę czekać pod gabinetem nr 6
- Okay - pokiwałam głową i lekko się uśmiechnęłam po czym zajęłam miejsce pod gabinetem nr 6. Dołączyła się do mnie babcia i chwyciła mnie za ręke.
- Wszystko będzie dobrze - szepnęła widząc, że ręka mi się trzęsie - a ja pokiwałam głową
Po około 10 minutach o 18.04 wyszła wysoka, młoda ciemna blondynka, która jak się domyśliłam jest właśnie dr Natasha Walker
- Zapraszam panią Kathlee Milow - odezwała się swoim przyjaznym głosem
Po woli wstałam z krzesła i podeszłam bliżej kobiety, która na moje oko była trochę starsza odemnie. Weszłam do gabinetu i usiadłam na przeciwko pani doktor przy biurku.
- Nie bój się, nie gryzę - zaśmiała się widząc moją minę
- Ja przepraszam, ale lekko się stresuję
- Nie ma czym, siadaj. Tak wogóle jestem Natasha i błagam nie mów do mnie Pani doktor, bo widzę, że jestem od ciebie starsza tylko o 2 lata - uśmiechnęła się
- Kathlee - wyciągnęłam dłoń, którą ona uścisnęła
- No to mów, co ci jest
- Jeśli wierząc objawom i czeroma testom to jestem w ciąży
- No to gratuluję!
- Nie ma czego, ale nie będę cię tu moimi problemami zadręczać
- Chętnie posłucham i pomogę, ale to może potem, dopiero się poznałyśmy - uśmiechnęła się
- Jesteś dość otwartą osobą prawda? - pokiwała głową - Bardzo chętnie umówię się z tobą na kawę - zaśmiałam się
- Ja również, ale wracając do wizyty to co jest?
- Wychodziłoby na to że jestem na początku 4 tygodnia. Dość wcześnie jak na wymioty i bóle głowy prawda?
- Na ogół tak, ale zdarzają się przypadki. Możemy pobrać krew albo zbadać mocz, będziemy mieć pewność.
- Okay ale to dzisiaj?
- Tak. Wolisz z żyły czy palca?
- Żyły
- Okay, chodź musimy przejść do gabinetu nr 2
Po upływie 30 minut wiedziałam już na 100% że jestem w ciąży. Natasha za to okazała się być naprawdę miłą osobą i bardzo przyjacielką. Wymieniłyśmy się numerami i umówiłyśmy na kolejną wizytę, która ma się odbyć po imprezie w LA. Oczywiście nie ufam jej wystarczająco, żeby wygadać wszystko na mój temat, bo narazie ograniczyałam się do ujawnienia mojego Polskiego pochodzenia. Niech tak zostanie. Uważam jednak, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Powiadomiłam babcie o wszystkim czego się dowiedziałam a potem razem wróciłyśmy do domu chłopaków.


_________________________________________________________________________
Hej! Mam nadzieję, że ten rozdział się również wam spodoba i będzie tak samo dużo komentarzy jak pod poprzednim. Nie mam za dużo do powiedzenia w tym tygodniu... Dodałam dzisiaj nowa antkietę i informacje mam nadzieję, że zagłosujecie i przecytacie :) Za wszelkie literówki i błędy przepraszam ;)
Dziękuję za każdy komentarz i nowych obserwatorów oraz za to, że ktos to wogóle czyta
Sophie xx

PS Ten rozdział dedykuję mojej wspaniałej przyjaciółce Nataszy znanje również jako Nana Horan ;) 
Wszystkiego Njalepszego Słońce! Pomimo, że twoja rodzinka zapomniała o twoich imieninach to chociaż ode mnie masz tą dedykacje i najszczersze i najlepsze xd życznenia:
Życzę Ci żebyś kiedyś poznała tego swojego księcia, kórego nazywasz Niall Horan 
żebyś miała tego swojego wymarzonego bahora i piękny dom w Londynie <3 
Oraz tego, żebyśmy zawsze o sobie pamiętały i się spotykały 
Twoja GOGO :*****

22 komentarze:

  1. Czekałam i męczyłam ale jest! DZIĘKUJĘ CI ZA TO ŻE PISZESZ JESTEŚ WSPANIAŁA!
    Czekam teraz na next ;) nie moge sie doczekać dalszego przebiegu tej całej sytuacji!
    Kocham i podziwiam. D.S. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny :) Pisałam już że masz talent? Bo masz :D. Czekam na next :))
    Zapraszam do mnie :)
    http://mystory-imigation.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajniutki :d Kiedy kolejny? <3 W tym tygodniu czy następnym? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zrobiłaś tą niby rozmowę SMS. Normalnie do kogoś napisałaś i zrobiłaś screena?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra już nieaktualne : )) Znalazłam stronkę xdd

      Usuń
    2. dasz link do tej stronki ? :)

      Usuń
    3. http://www.iphonetextgenerator.com/#
      Proszę ;)
      Sophie xx

      Usuń
  5. Super :DD Co ile dodajesz rozdział ? Co tydzień ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ubóstwiam!! <3333

    OdpowiedzUsuń
  7. CZUJĘ SIĘ WYRÓŻNIONA!!! Ale jest pewien problem... nie wiem co napisać... Wszystko powiedziałam kiedy przeczytałam na twoim telefonie w szkole -__-
    A tak wogóle to ten rozdział jest asadsdfldscfdbl!!! Zaaaajebisty!!! (jak każdy inny)
    Nana xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bez przesady!!! Nie pozwalaj sobie! JAKIEGO BAHORA??! Mówi się dziecko... kochanie, dzieeeeecko!!! Ogarnęłaś?

      Usuń
    2. A ty pomyślałaś zanim napisałaś SPOTYKAŁY?! ... Nie(zgaduje) I nie zdziw się jak dodam jeszcze 132463 komentarzy, bo nagle mi się coś przypomni...

      Usuń
    3. Debil! Nie w ten sposób spotykały!!! Ale fakt o 23.00 lekko nie myśle xD
      Sophie xx

      Usuń
  8. Zazwyczaj mówisz głupek ale ok... czas na zmiany!!! Gdyby to było tylko o 23.00... hahahaha dzisiejszy tekst gościa ze stołówki... trauma do końca życia xD To było zdecydowanie
    porąbane. I ten nasz zaciesz jak skapowałyśmy o co mu chodziło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadłam na genialnie debilny pomysł!!! Skoro wszyscy tak ci zasładzają opowiadanie to ja będę ci wytykać błędy (zaczynam od następnego rozdziału!) Chyba że nie znajdę wad co jest prawdopodobne... nie ważne

      Usuń
    2. Pfff SKAPOWAŁYŚMY? Nie pochlebiaj sobie Nataszko... Ja skapnęłam xd i Ci wytłumaczyłam hehhe ;P
      Sophie xx

      Usuń
    3. Wypraszam sobie! Gdyby nie ja nie znałybyśmy jego brudnych myśli xD Przecież to ja się go zapytałam czy umie śpiewać!!!

      Usuń
  9. Kiedy next? ;) jedno i to samo pytanie HAHAHA xD
    D.S.

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne! Niech Harry się domyśli, że ona jest w ciąży... ah ci chłopcy :D Czekam nn.

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedy next??? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. omggggggggg! Uwielbiam twoje opowiadanie! Masz OGROMNY talent *-*
    W wolnym czasie zapraszam na mój blog: http://story--of-my--life.blogspot.com/ i na blog mojej przyjaciółki: http://never-be-well.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń