wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział Czternasty

- Liam - 
- Hiszpania -

Po wczorajszej rozmowie z Kathlee postanowiłem już dalej nie zwlekać. Co prawda nic konkretnego od niej nie wyciągnąłem, a dała mi jasno do zrozumienia że ona nie zamierza się mieszać. Cytuję Lee "Wszystko w twoich rękach". No ale chociaż dowiedziałem się jakiej broni mam użuć - czerwony tulipan. Tylko skąd ja teraz go wytrzasnę?! Mogę zamówić przez internet xd ale nie podam adresu bo lrzecież my jesteśmy na jachcie. Ale mam plan... Jest wcześnie, bo dopiero 6.00 i dam sobie głowę uciąć że wszyscy jeszcze śpią. Ubrałem szarą bluzę i czarne okulary po czym wyszedłem z mojego pokoju. W salonie spała Natalie a obok niej Niall z gitarą na kolanach. Na ziemi leżało kilaka opakowań po chipsach i żelkach. Musili siedzieć do późna. Normalnie to poszedłbym po Louisa i obudziłbym jakoś szatańsko Nialla ale obok była Natalie a jeśli mój plan kupienia kwiatów ma wypalić to najlepiej by było jakby do mojego powrotu spała więc po prostu wyszedłem. Przedostałem się na plaże a następnie w stronę miasta. Większość sklepów była jeszcze zamknięta... Ale szedłem dalej z nadzieją. No i znalazłem. Moim wybawieniem okazała się być starsza pani siedziąca przy stoliku z bukietami kwiatów. Na moje szczęście pośród nich znalazły się również tulipany, do tego czerwone. W obawie przed tym że jeden może nie "zadziałać" wziąłem wszystkie jakie ta kobieta posiadała, tak więc wracałem z 40 tulipanami w ręce... Po drodze jeszcze wstąpiłem do spożywczaka, który został właśnie otwarty i kupiłem świeże bułki oraz jednodniowe soki. Kiedy wróciłem było po 7. Oczywiście wszyscy nadal spali, co akurat teraz było mi na rękę. No tak, tylko mądry Liam nie pomyslał gdzie przechowa do wieczora 40 tulipanów...! No cóż... innego wyjścia nie miałem jak przechowac je u siebie w pokoju... Wywaliłem na podłogę wszystko co było we wiadrze, po czym nalałem do niego wody. Do środka wsadziłem kwiaty, wiadro zaś postawiłem za łóżkiem. Nic szczególnego nie miałem do roboty. Znając wszystkich to nikt jeszcze nie wstał, dlatego nie zostało mi nic innego jak posłuchac muzyki albo poczytac książkę. Mógłbym jeszcze wyjść na spacer, ale dopiero co wróciłem... więc to odpada. Położyłaem się na łóżku zakładając słuchawki i włączjąc piosenkę. Chwyciłem telefon i wszedłem na TT. Oczywiście jak zawsze pełno wiadomości od fanów, ale nigdy mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwinie. Lubię je czytać, oglądac zdjęcia jakie wysyłają. Ale nie zawsze mam czas odpowiedzieć na wszystkie...
Właśnie czytałem jakąś wiadomość od fanki, kiedy przyszedł mi pomysł na piosnekę. Niby wakacje, a pracujesz cały czas... Ale jak ktoś lubi swoją pracę to czemu nie? Z resztą nikt nie powiedział że jeśli napiszę jakąś piosenkę to wykorzystamy ją jako One Direction. Po prostu bazgroły do zeszytu i tylko wyłącznie do zeszytu Liama Payna.

- Kathlee - 
- Hiszpania - 

Od wczoraj mój humor znacznie się poprawił, co oczywiście nie jest niczym złym. Po prostu to co było już tak zostanie i nic z tym nie zrobię. A po co się zamartwiać? Na razie nie mam z czego. Nikt nic nie wie (mam nadzieję) i niech tak zostanie a ja już do tego nie wracam. Tak więc koniec tematu. Ponieważ była godzina 9.30 co jak na mnie (już pewnie zdjążyliście zauważyć) jest dość wczesną porą więc nie zamierzałam jeszcze wstawać z łóżka. Zwłaszcza że wczorajczy dzień był męczący. Do tego ten durny sen. Właśnie... nigdy się jakoś nad nim nie zastanawiałam... Dziwne jest wogólę to że go pamiętam. Nie przypominam sobie abym kiedyś panowała nad swoim snem, mało to podczas niego wydaje mi się jakbym faktycznie tam była. I pamiętam wszystko... nawet swoje przemyślenia. To jest dziwne.. Ale nie sądze żeby ta Lee i wogólę ten świat istniał. To tylko sen... mam nadzieję... Chcąc czy nie chcąc myślałam na temat tego co wydarzyło się kilka dni temu, ale od razu odpędzałam te myśli. Bo właściwie to ja takiej 100% pewności nie mam. Chciaż... KURWA ja coś pamiętam! Nie, Kathlee! Koniec! Nie myślisz o tym! Tak, koniec! Musiałam się czymś zająć. Myśle że połowa naszego towarzystwa już wstała... Właśnie gdzie jest Natalie? Wygramoliłam sie z łóżka i poszłam do łazienki. Ponieważ moje włosy domagały się już umycia, poczyniłam to a następnie ubrałam się w miętową bluzkę z kołnierzykiem oraz krótkie, jeansowe spodenki. Na rękę założyłam złot bransoletkę z krzyżem oraz pierścionek. Na nogi nic nie założyłam bo uwielbiam chodzić na boso. Mama mnie zawsze za to ganiła... Właśnie mama... ciekawe co u nich.. Lee? Czy ciebie porabało? Rodzice się od ciebie odwrócili i nie odzywają się do ciebie a ty się zastanawiasz czy wszystko u nich w porządku... Ale ja nie umiem przesać ich kochać tak z dnia na dzień. No kto by umiał? Nic nie zmieni faktu że są moimi rodzicami. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni, ponieważ byłam głodna. Nikogo nie było... No nie licząc Natalie i Nialla śpiących na kanapie. Wzięłam szklanę po czym nalałam do niej lodowatej wody. Podeszłam do moich przyjaciół i wylałam na nich całą zawartość. Natalie gwałtownie wstała a blondyn krzyknął, ja za to zaczęłam się głośno śmiać. Obydwoje "zabili mnie" wzrokiem i wytarli swoje twarze. Kilka chwil potem pojawiła się zeszta, "bo słyszała krzyki". Jak już wszyscy byli to usiedliśmy do stołu i zjedliśmy śniadanie. Plan na dzień dzisiejszy był jak dla mnie wspaniały. Mieliśmy płynąć na jakąś wysepkę, oczywiście w czasie podróży z dziewzynami zamierzamy opalać się na górnym pokładzie. Liam i Harry chcieli łowić ryby, co jak dla mnie jest normalnie mega pomysłowe, zwłaszcza że będziemy płynąć... Ale zdążyłam już zaobserwować że oni czasami naprawdę świecą inteligencją.... zauważliliście ten sarkazm, prawda? Po posiłku udałam się do swojego pokoju, w tym czasie przyszedł jakiś facet, który okazał się być marzynarzem. W końcu ktoś musiał prowadzić ten jacht nie? Zaczęłam przebierać się w bikini kiedy do pokoju wlazł Louis. Odruchowo chwyciłam bluzkę i zakryłam się nią. Za to chłopk śmiesznie zakrył oczy ręką.
- Cześć Louis, nie nauczyli cię w domu że się puka do drzwi? A w sumie fakt jak byłeś młodszy też wparowałeś mi do łazienki, ale myślałem że wyrosłeś z tego...
- Jeju, Lee, nie chciałem, sory... Szukam Eleanor.. Widziałaś ją gdzieś?
- Yyy.. nie... A gdzie szukałeś?
- No wszędzie!
- A na górnym pokładzie sprawdzałeś?
- Ojć... nie
- Jezu czy ty wogóle kontaktowałes na śniadaniu, kiedy El jasno objaśniła że zamierza się opalać? Z resztą tak samo jak ja i Natalie?
- Mmm...mogło mi wyjecieć z głowy - uśmiechnął się głupio.- Dzięki i jeszcze raz sory ;)
- Nic się nie stało - odpowiedziałam a mój kuzyn opuścił pokój, który dzieliłam z Natalie. Szybko dokończyłam przebieranie góry stroju na wypadek gdyby ktoś jeszcze kogoś szukał. Kilka minut później w pokoju zjawiła się moja przyjaciółka, która również zaczęła się przebierać. Kiedy usiadła na łóżku i mi się przyglądała zaczęłam się lekko bać. Bo na codzień ona tak nie robi. Nie tym spojrzeniem... A to nie wróżyło dla mnie nic dobrego...
- Siadaj - poklepała miejsce na łóżku obok siebie. Ja zaś zmróżyłam lekko oczy i wykonałam jej polecenie.
- Co jest? - spytała. Super... i znowu ktoś każe mi do tego wracać... ale nie ja nic nie gadam. Było minęło...
- Nic nie jest, co by miało być? - odparłam bez większego zastanowienia. Ona mnie zna za dobrze ale może się uda...
- Kathlee! Masz mi powiedzieć! Coś się dzieję, może nikt inny tego nie widzi, bo nie znają cię aż tak dobrze, i im możesz wciskać kit że nic nie jest, ale nie mnie. Znam Cię od podstawówki!
- Natalie - zaczęłam niepewnie - Proszę nie każ mi nic mówić, bo nie chcę. Nie chcę wracać do tego co było. Najlepiej jak po prostu nikt oprócz mnie nic nie będzie wiedział. A tobie Nat... powiem Ci ale jeszcze nie teraz.... Proszę... - szepnęłam- wzrok Natalie był przepełniony smutkiem, prejmowała się tym, przemowała się mną... jakie to słodkie. To fakt, jesteśmy jak siostry... Kiedy z trudem powstrzymałam łzy, których tak strasznie nie chciałam uronić wstałam, a za mną Natalie. Następnie udałyśmy się na górny pokład i przyłączyliśmy się do Eleanor, która leżała i próbowała się opalać o obok niej latał Louis i z tego co wywnioskowałam za coś ją przepraszał... Ja też chciałabym się kłucić z moim chłopkakiem (gdybym go miała oczywiście) o takie błachostki jak oni. Z pozoru a właściwie nie tylko z pozoru byli parą idealną... Kłucili się często ale z perspektywy osób trzecich było to po prostu śmieszne, bo naprzykład powodem ich sobotniej kłutni było to że Eleanor powiedziała że założy białą sukienkę a Louis uznał że w granatowej będzie lepiej... Więc sami widzicie że kłutnie na miarę trzeciej wojny światowej... Tak samo jak zawsze, było i w tym przypadku, Louis za wszelką cenę chciał przeprosić Eleanor, która starała się go ingnorować, śmiejąc się pod nosem. Ostatecznie El wybuchnęła głośnym śmiechem i pocałowała zdezorientowanego Louisa, który nie spodziewał się takiego obrotu spraw a Natalie stojąca obok mnie wypowiedziała głośne Awwwww! Większość dnia minęła nam właśnie na opalaniu i bezsensownych rozmwowach. Tematy były najprzeróżniejsze zaczynając od głupiutkich (ale jakże fascynujących dyskusjach) dotyczącyk "Który kolor lakieru do paznokci jest najlepszy?" "Która modelka ma ładny nos?" poprzez "Co będzie na obiad?" a kończąc na wspomnieniach z dzieciństwa i opowiadaniu o sobie. Cóż na mogłam powiedzieć? Dziećiństwo niby miałam super.. ale potem zaczynały się schody. Ostatecznie opowiedziałam Eleanor o Kamilu, oczywiście pomijając kilka szczegółów... Dowiedziałam się również trochę o El. Naprzykład to że jej rodzice się rozwiedli albo tego że boi się mórz i oceanów... Na co się bardzo zdziwiłam zwarzając na miejsce w którym obecnie się znajdujemy. Dziewczyna powiedziała że ostatnio postanowiła stawić czoła swoim lękom i uwierzcie mi jestem pełna podziwu! O boże! A gdyby teraz była burza?! Ja bym chyba umarła ze strachu! Ojć.. żebym tylko nie wykrakała... Ech! Nie mogę być taka przesądna... Nie wiem ile dokładnie tam siedziałyśmy ale było tyle śmiechu, że nawet nie liczyłam czasu. Wydaje mi się że Natalie również zaprzyjaźniła się z Elką, co mnie bardzo ucieszyło, ponieważ przez ten ostatni czas zaprzyjaźniłam się z tą dziewczyną a wiadomo że trójki zawsze najlepsze! No może nie w każdej sytuacji, ale.. ugh.. wiecie o co mi chodzi xd Czasami odwiedzali nas chłopacy, chcąc się przyłączyć ale jednogłośnie odpwiadałyśmy ze "impreza zamknięta, wstęp tylko dla kobiet". Tak więc aż do południa byłyśmy same.. co nie powiem bardzo mi odpowiadało, nie żebym była obrażona na chłopaków ale musiałam od nich odpocząć, uwieżcie mi, oni bywają bardzo męczący! W pewnym momencie jacht się zatrzymał, jednak nie było widać jeszcze wyspy na którą płynęliśmy. Niall zaczął krzyczeć że idziemy do wody. Eleanor powiedziała, że nigdy w życiu, ale Louis przyszedł po nią i zaniósł na dół. Z resztą ze mną nie było inaczej. Poniewaz żadna z nas się nie zgodziła, chłopacy postanowili zmusić nas siłą. Kilka minut później byłam w ramionach Harrego, a Natalie w Liama, którzy nieśli nas na dół. Wcisnęłi nam kapoki (nie wiem po co, bo umiem pływać, ale dobra)
Pomimo moich wielkich prostestów, kilka sekund później znajdowałam się w lodowatej wodzie. Z resztą tak samo jak reszta damskich i męskich osobników....

- Liam -
- Hiszpania, wyspa  -

Dopłynęliśmy około 17.00. Faktycznie jest tutaj tak pięknie jak mówili ludzie. A może nawet jeszcze ładniej... Dzień się kończył, a kwiaty tygodnia czekać nie będą... Właściwie za tydzień to my będziemy gdzieś w Australi... Ugh.. Paul nam wcisnął jakiś koncert na Sydney, ale potem wracamy i mamy wolne do końca wakacji więc spoko. Obecnie była 20.00. Kathlee poszła na spacer z Niallem i Zaynem, Harry siedzi w pokoju, a Louis i El też gdzieś zniknęli. Wyszedłem z mojego pokoju poszukać Natalie. Pomcichu wszedłem na górny pokład i ją ujrzałem. Siedziała z kolanami pod brodę i patrzyła w gwiazdy. Normalnie idealnie! Potknąłem się lekko i prawie się wywaliłem, na co ona się obruciła, ale ja zastygłem w bezruchu aż nie odwróciła wzroku. Kiedy już miałem pewność że nie patrzy w moją stronę, wróciłem spowrotem do mojego pokoju i wziąłem kwiaty. Teraz albo nigdy! Po raz kolejny wszedłem na górę. Szedłem na paluszkach aby nie zwrócić uwagi dziewczyny i kiedy byłem już za nią. Powiedziałem zgadnij kto to? Zakrywając jej, wolną ręką oczy. 
- Hmm, bardzo trudne zadanie... Kathlee? -zaśmiała się
- Ej, bo się obraże! Chyba nie mam aż tak damskiego głosu
- no nie, nie masz Liam
- O patrz zgadłaś, że to ja! - dodałem na co ona się zaśmiała i powiedziała pod nosem głupol...
- No to patrz co ten glupol dla ciebie ma! - odsłoniłem jej oczy 

- Natalie -
- Hiszpania, wyspa -

Liam odsłonił mi oczy a ja zobaczyłam wielki bukiet czerwonych tulipanów... Wyszczerzyłam oczy i nie mogłam wydusić ani słowa. Jednak po chwili mi się udało
- Tto.. Dla.. Dla mnie? - chłopak uśmiechnął się i pomachał głową 
- Jezu Liam, a z jakiej to okazji? 
- no bo.. No wiesz... Chciałem Cię zaprosić na kolację a bałem się że jeden tulipannie wystarczy i..
- sugerujesz randkę? - zaśmiałam się na co on nie pewnie pomachał głową - z wielką przyjemnością - uśmiechnęłam się, a on jakby odetchnął z ulgą. 
Chyba nie dotarło do mnie to że Liam Payne, który skrycie mega mi się podobał właśnie zaprosił mnie na randkę... Mnie! 

* 3 dni później* 
- Kathlee -
- samolot - 

W tym momencie znów siedzę w tej cholernej maszynie i lecę tym razem do Londynu. Nasze wakacje na jachcie się już skończyły. Chłopacy muszą wyjechać, a ja i Natalie zostaniemy w domu i będziemy robić pewnie to co w Polsce. Filmy, długie rozmowy, zakupy, filmy, rozmowy, spanie, ogólnie bardzo dużo ciekawych rzeczy :) A tak wogóle to muszę poszukać jakiejś szkoły, ostatnio Louis mi się pytał. W końcu połowa lipca a ja nadal nic nie wybrałam... 


____________________________________________________________________________________
Cześć! Ugh.. Znowu muszę się tłumaczyć co? Nie wiem czemu tyle zajęło minpisanie tego rozdziału ale jakoś nie umiałam się do tego zabrać... Mam nadzieję że pomimo tego podoba się wam. Dziękujęza każdy komentarz i oczywiście proszę o jeszcze więcej :) w sumie żadnych spraw organizacyjnych nie mam, tak więc to chyba tyle :)
- Buźka Sophie :* - 

PS piszcie co myślicie na temat rozdziału i przypominam że można zadawać pytania bohaterom w komentarzach :)






11 komentarzy:

  1. Super *-* Jacht tonął, że oni musieli płynąć, czy źle zrozumiałam? Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahha, no nie dokońca o to mi chodziło xd ;)

      Usuń
  2. Jak zwykle boski:** Nie przejmuj się każdy czasem ma problem z napisaniem wiesz ta wena :D.
    Czekam na następny i zapraszam do mnie:*

    http://mystory-imigation.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe daje dalej dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku nie mogę się doczekać następnego kocham twojego bloga oby tak dalej powodzenia i weny ci życzę

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest fantastyczny :)
    A to ja Li dał bukiet czerwonych tulipanów było prze słodkie *__*
    Jestem ciekawa co się dalej wydarzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Woow! *-*
    Niedawno trafiłam na Twój blog i jest super! <3
    Ale bardzo mnie ciekawi co jest z Lee... dlaczego tak płakała i przygnębiona była....
    Nie mogę doczekać sie kolejnego ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początku nie miałam pojęcia o co może chodzić, ale po dłuższym namyśle wpadłam na pomysł że - to tylko moja wyobraźnia ale - może chodzi o to że Lee przespała się z Harrym i dlatego płakała, a to dziecko we śnie... może ona jest w ciąży??? - Wiem głupia jestem, ale każdy zmysł w moim ciele podpowiada mi że właśnie o to chodzi. Świetny rozdział. A tak w ogóle to przeczytałam najpierw pierwszy rozdział a potem ten i na prawdę piszesz coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, dziękuję :) Praktyka czyni mistrza ;)
      Już niedługo, naprawdę niedługo wszystko się wyjaśni ;)
      Sophie xx

      Usuń
  9. Cuudowny jak zawsze :)

    Zapraszam: http://mystory-imigation.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń